Na drogą połowę wyszliśmy pewni siebie, wiedzieliśmy że w tym meczu musimy zdobyć punkty. Początek drugiej połowy wymarzony. W 50’ wyprowadzamy kontratak, piłka trafia pod nogi Kacpra Kozłowskiego, który uderza z 30-stu metrów, futbolówka leci prosto w bramkarza i nagle spada uderzając golkipera w kolana. Do odbitej piłki dopada Adrian Małecki, który zdobywa dla nas kontaktową bramkę. Orlęta naprawdę uwierzyły, że ten mecz jest do wygrania. Tym bardziej, że piłkarze Olimpii, po fantastycznej pierwszej połowie, zdecydowanie zwolnili tempo gry. Gościom zaczynało brakować sił, a my się rozpędzaliśmy.
W 54’ doskonałej okazji na wyrównanie nie wykorzystał Jarek Karaś. Chwilę później swoimi zdolnościami wykazał się Miłosz Niewolski, ratując nas przed stratą bramki. Znów dochodzimy do głosu i znów dobra interwencja bramkarza Olimpii. Dopiero w 63’ po kolejnym kontrataku zdobywamy bramkę. Jarek Karaś przytrzymuje piłkę na połowie przeciwników, przegrywa na lewe skrzydło, do wbiegającego Marcina Ciesielskiego. Pomocnik Orląt uderza z 25 metrów w stylu knuckleball, piłka tuż przed bramkarzem zmienia kierunek i wpada do siatki. Doprowadzamy do wyrównania, niestety nasza radość nie trwa zbyt długo. W 69’ po złym wyprowadzeniu piłki przez obronę Orląt, Olimpia obejmuje prowadzenie i znów zaczyna grać swoją piłkę.
Na nasze szczęście decydujący w tym spotkaniu był zapas sił. W 80’ wykonujemy rzut wolny od strony trybun. Do piłki podchodzi Kacper Kozłowski, pomocnik Orląt silnym uderzeniem posyła futbolówkę na krótki słupek, akcję zamyka Marcin Ciesielski, który zdobywa trzecią bramkę dla naszej drużyny. Do końca zostało dziesięć minut, do zdobycia tylko jedna bramka która zapewni Orlętom trzy punkty, w tym czasie można również stracić bramkę i ten cenny punkt. Orlęta nie zamierzają ustępować, gramy pewniej i szybciej, nie tylko w obronie ale przede wszystkim w ataku.